W Mielniku położyłem się spać po 22:00. Budzik w telefonie ustawiłem na 02:45. A zatem prawie 5 godzin snu. Biorąc pod uwagę, że poprzednią noc miałem nieprzespaną (wyruszyłem do Mogielnicy na wschód słońca po pierwszej) to niedużo czasu było na wypoczynek. Ale wstałem bez większych problemów. Wiedziałem bowiem, że jest szansa na jakiś ładny wschód słońca. A to zawsze motywuje do wstawania. Zresztą byłem bardzo ciekawy, jakie warunki zastanę tym razem i czy rezerwat Trojan mnie urzeknie. Wyruszyłem z Mielnika i po trzeciej nad ranem byłem na miejscu (kilka kilometrów). Świetna sprawa: piękny las, unosząca się mgła nad wodą i polach, jeszcze słaba widoczność i tylko dźwięki natury. Rozłożyłem statyw. I czekałem. To było niezwykłe. Kompletna mgła, która z każda kolejną minutą powoli odsłaniała zastany krajobraz. Na początku nawet nie za bardzo było widać brzeg. Ale stopniowo rozjaśniało się. Zrobiłem pierwsze ujęcia. Następnie poszedłem kilka kroków w prawo. Zmieniłem kadr. I mgła odsłoniła leżący konar drzewa. Wiedziałem, że będzie to główny motyw kolejnych zdjęć.

0I5A0372

0I5A0376

 

Powoli zza chmur próbowało przebijać się słońce, nadając delikatne barwy rzece.

0I5A0385

0I5A0390

Ale mgła cały czas unosiła się nad wodą. Kiedy szedłem w stronę leśnej ścieżki, prowadzącej do wyjścia z rezerwatu, miałem ciekawe krajobrazy. Jak widać, fotografując z samego rana naprawdę warto zaopatrzyć się w dobre obuwie. Ja nie byłem aż tak dobrze przygotowany, ale wiem, że przed kolejnym wyjazdem zadbam o tę kwestię 🙂

0I5A0393

Jeszcze nie wszystko było widoczne. Ale usłyszałem też głosy wędkarzy, którzy łowili ryby siedząc za pokrytą mgłą drzewami po lewej stronie.

0I5A0397

Wykonałem w tym miejscu jeszcze kilkanaście zdjęć i postanowiłem, że pojadę do miejscowości Zabuże. Było przed piątą. Dosyć chłodno. Zjadłem pół paczki wafelków (lubię) 😉 i dojechałem do wsi Zabuże. W tym miejscu znajduje się przeprawa promowa przez rzekę, aby dostać się do Mielnika. Kiedy zajechałem, byłem mocno zaskoczony, bo na Bugiem unosiła się nadal bardzo duża mgła. W ogóle nie było widać drugiej strony brzegu, nie za bardzo też można było robić zdjęcia. Uznałem zatem, że spróbuję jechać już w stronę Grabarki i jeżeli będę miał szczęście, to uda mi się po drodze odnaleźć most, o którym wcześniej czytałem, a który chciałem sfotografować. Co jakiś czas skręcałem z głównej drogi, w mniejsze polne dróżki, żeby zrobić zdjęcia. Na przykład takie:

0I5A0399

A z drugiej strony, kiedy odwróciłem się –  miejsce to wyglądało już tak:

0I5A0400

Niesamowita różnica, prawda? A zdjęcia robione w tym samym czasie (o 05:54). Z jednej strony pięknie rozświetlona łąka, droga i czyste, niebieskie niebo. Z drugiej gęste chmury, mgła i przebijające się delikatnie przez drzewa – promienie słońca. Coś pięknego. Włączyłem nawigację w telefonie i kiedy byłem przed torami w miejscowości Mierzwice-Kolonia (zwanej też Fronołów) wiedziałem, że to właśnie tutaj znajduje się słynny most. Spojrzałem na mapę i wiedziałem, że muszę kierować się w stronę Bugu. Nawigacja pokazała mi, że ok. 3 km jest do rzeki. Oczywiście nie za bardzo był dojazd, nawigacja „szalała”. A ja wjechałem w jakąś małą drogę w lesie. Na szczęście udało się jakoś przejechać samochodem. Wjechałem najdalej jak się dało. Widziałem, że rzeka jest blisko. I udało się! Kiedy wjechałem pod górę, moim oczom ukazał się taki oto piękny most 🙂

0I5A0420

0I5A0478

Byłem bardzo szczęśliwy, bo gdy wyruszałem w piątek w nocy w tę podróż, to zakładałem, że ten most też będzie jednym z kilku motywów moich zdjęć. Ale zupełnie nie spodziewałem się, tego co miało stać się za chwilę… A cóż to takiego? Chyba największa niespodzianka – przepiękny widok z mostu na rzekę Bug! Byłem totalnie zaskoczony urokiem tego miejsca. Możecie sobie wyobrazić: słychać tylko ptaki, a mgła nadal unosi się nad rzeką. I podobnie jak w sytuacji na polnej łące: dwa zupełnie różne widoki w tym samym miejscu. Wystarczy tylko się odwrócić. I tak z prawej strony mostu (pod słońce) rzeka wyglądała w ten sposób (też ciekawie):

0I5A0423

Ale kiedy przeszedłem na drugą stronę mostu, to widok sprawił, że musiałem chwilę postać. Tak po prostu. Popatrzeć, nacieszyć się. Przez chwilę poczułem się, jak gdybym był w Amazonii 🙂  Zastanawiałem się jak ująć to miejsce, żeby ukazać piękno. I wiedziałem, że to był ten moment najważniejszy tego poranka. Żeby tu dotrzeć. Żeby nie przegapić czegoś tak fantastycznego. Zresztą co ja będę się rozpisywał. Oceńcie sami. Jestem bardzo ciekawy, czy podzielacie moją opinię 🙂

0I5A0432

0I5A0464

0I5A0450

0I5A0483

Nagrałem też krótki filmik z tego miejsca.

 

I już wiedziałem, że kiedy przejadę przez tory, to będę chciał sfotografować most z dołu. Aby dostać się na drugą stronę, należało przejechać przez kilka dróżek w lesie. Znajdowało się tutaj bardzo dużo domków letniskowych. Wcale mnie to nie zdziwiło, bo mając tak blisko do rzeki i taki widok o poranku, przyjemnie jest wypoczywać w takim miejscu. Wykonałem więc zdjęcie mostu z innej perspektywy. Wtedy też w ogóle usłyszałem nadjeżdżający pociąg. A byłem pewny, że tym mostem nic nie kursuje 🙂

0I5A0498

Do Grabarki zostało ok. 30 kilometrów. Była godzina 7:20. Zajechałem jeszcze na moment na stację benzynową do Siemiatycz na kawę i śniadanie w postaci fast-fooda (proszę nie brać ze mnie przykładu) i ruszyłem, żeby zobaczyć Świętą Górę Grabarkę – serce prawosławia w Polsce.  Przed wejściem na górę znajduje się cudowne źródełko. To właśnie tutaj, ci którzy się umyli i napili wody, zostali ocaleni z epidemii cholery w 1710 roku. W 1910 roku, w ramach 200 -setnej rocznicy tego wydarzenia, wybudowano nad źródełkiem zadaszenie, a w 2001 roku kapliczkę. Poniżej zdjęcie:

0I5A0501

To co robi niezwykłe wrażenie, to tysiące drewnianych krzyży, ustawionych wokół Cerkwi Przemienienia Pańskiego. Ludzie przynoszą je tutaj od 1710 roku w różnych intencjach: dziękczynnych, prośbach, w intencji za zmarłych. Dlatego też często Święta Góra Grabarka nazywana jest po prostu Górą Krzyży.

0I5A0513

0I5A0528

0I5A0509

0I5A0522

0I5A0541

0I5A0511

0I5A0504

0I5A0529

I widok na cerkiew od strony wejścia głównego.

0I5A0544

Z Grabarki wyruszyłem po godzinie dziewiątej. Do kolejnego miejsca, które bardzo chciałem zobaczyć było ponad 30 kilometrów. Trasa do wsi Zubacze wiodła przez liczne lasy. Bardzo mało zabudowań po drodze. I w sumie miałem takie wrażenie, jak gdybym miał jechać na koniec świata. Do miejsca, w którym zatrzymał się czas. Byłem bardzo ciekawy co zastanę. Wiedziałem, że główną atrakcją wsi, w której mieszka 70 osób (dane sprzed 4 lat) – będzie cerkiew. A wieś znajduje się kilka kilometrów od granicy z Białorusią. Kiedy jechałem wśród pól i dojeżdżałem do wsi, zauważyłem tę piękną cerkiew. To też zrobiło na mnie wrażenie, że jedzie się przez pola, nie mija się praktycznie żadnych zabudowań i nagle pojawia się mała wioska, kilka domków przy drodze i można ujrzeć przed oczami Cerkiew Opieki Matki Bożej, wzniesioną w 1895 roku. Dokładnie taki widok:

0I5A0557

Zresztą udało mi się chwilę porozmawiać z mieszkańcami tego domku. Była to bardzo sympatyczna rozmowa. Powiedziano mi, żebym koniecznie po skończonej mszy, zajrzał do cerkwi, bo później jest zamykana. Udało mi się to uczynić. Oczywiście zdjęć w środku nie robiłem, ale wnętrze było niezwykłe.

 

0I5A0564

We wsi Zubacze, podobnie jak w wielu wioskach, które widziałem, było dużo bocianów. Więc niech i one mają swoje „pięć minut” 😉

0I5A0576

0I5A0580

Nawet na słupie przed cerkwią bocian musi mieć swoje gniazdo 🙂

0I5A0588

Wyjeżdżając ze wsi, zatrzymałem się jeszcze, żeby zrobić zdjęcie przyrożnej kapliczki.

0I5A0584

I ruszyłem do miejscowości Tokary, by zobaczyć drewniany kościół parafialny pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. Podobnie jak cerkiew we wsi Zubacze, kościół w Tokarach znajdował się przy głównej drodze.

0I5A0604

0I5A0605

Przedostatnim celem podróży, była wieś Koterka. Nie spodziewałem się, że cerkiew Ikony Matki Bożej, będzie tak uroczo położona w lesie. Wspomnę, że do miejscowość jest punktem końcowym drogi z Siemiatycz i leży 2,5 km od granicy z Białorusią. A cerkiew wyglądała pięknie.

0I5A0609

0I5A0614

0I5A0623

Stamtąd wyruszyłem już bezpośrednio do Mielnika. Ale nie miałem dużo czasu, bo przed 16.00 musiałem dojechać do Wyszkowa. Więc tylko na chwilę zajechałem nad rzekę i wykonałem kilka zdjęć.

0I5A0645

0I5A0647

Następnie udałem się na Górę Zamkową, na której znajdują się ruiny gotyckiego kościoła. Tam spotkałem dwóch starszych panów, którzy podróżowali rowerem. Zapytałem ich skąd jadą i dokąd. Odpowiedzieli, że ruszyli z Elbląga i mają jechać aż za Kielce. Łącznie w obydwie strony zamierzają pokonać 2000 km. Wyraziłem podziw i pomyślałem, że to świetna sprawa. Odpowiedzieli, że dali sobie na to miesiąc czasu i że nie mają nic innego do robienia będąc na emeryturze 🙂 Czyli do pokonania ok. 70 km dziennie. Wspólnie z sympatycznymi podróżnikami podziwiałem widok z góry.

0I5A0683

0I5A0684

W Mielniku również można zobaczyć cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

0I5A0680

Na zakończenie zajechałem do punktu widokowego, aby zobaczyć kopalnię kredy.

0I5A0668

W drodze powrotnej mijałem wiele pięknych miejsc, będąc po drugiej stronie Bugu. Ale nie starczyło czasu, żeby wszystko zobaczyć. I tak byłem bardzo zadowolony, bo w ciągu niecałych dwóch dni, przejechałem samochodem ponad 350 kilometrów i byłem w różnorodnych miejscach nad rzeką Bug. Podlasie zauroczyło mnie niesamowicie i bardzo będę chciał wybrać się w ten region ponownie, żeby zwiedzić kolejne niezwykłe miejsca.

Ps. Jestem ciekawy, które z miejsc przedstawionych we wszystkich 3 częściach podróży po Podlasiu spodobało się Wam najbardziej?

2,943 total views, 3 views today

Komentuj