Od dłuższego czasu czekam na piękną, śnieżną zimę. Dlatego też obserwując zapowiedzi pogodowe postanowiłem skorzystać z dobrej prognozy jaką nadawano w zeszłym tygodniu dla Podlasia. Mnie interesowała aura przewidziana dla Drohiczyna i okolic. Chciałem bowiem fotograficznie uwiecznić szczególnie wschód słońca w Mogielnicy. Jest to jedna z kilku moich ulubionych wsi. Rzeka Bug w tym miejscu jest szeroka, wokół piękna przyroda, charakterystyczna łódka… Byłem bardzo ciekawy jak to miejsce wygląda zimą. Zapowiedziana pogoda była idealna. Maksymalnie 10% zachmurzenia, na cały dzień przewidziana duża dawka słońca 🙂 Opcja była więc tylko jedna – wsiąść w samochód i jechać. Tym razem w wyprawie towarzyszyła mi koleżanka Basia, która jest w grupie fotograficznej, jaką stworzyłem jeszcze w tamtym roku.

Na miejsce dotarliśmy około 30 minut przed wschodem słońca. Temperatura znośna – ok. 7 stopni na minusie. Ale tym razem byłem lepiej przygotowany niż do wypadu nad rzekę Liwiec z Łukaszem, kiedy to przy temperaturze 16 stopni na minusie nie miałem szalika, rękawic i odpowiedniej odzieży. Naładowany pozytywną energią i podbudowany tym, że będzie pięknie i słonecznie powędrowałem nad Bug, rozstawiłem statyw i byłem gotowy do działania jak tylko pojawi się piękny wschód. Rzeka była zamarznięta – przyznam, że liczyłem, że będzie delikatnie płynąć…Ale nic z tych rzeczy. I nie tylko z tych…Okazało się bowiem, że słońce nie pojawiło się w czasie wschodu. Nie przebiło się przez chmury. Choć cały czas miałem nadzieję, że w którymś momencie jakieś promienie pojawią się na polanie we wsi Mogielnica i dadzą jakieś ładne światło do zdjęć. Nie z tego. Tym razem wschód w tym miejscu był bez żadnych kolorów na niebie. Kompletnie biało. A zatem uznałem, że trzeba wykorzystać takie warunki jakie są. Nie zawsze przecież musi być kolorowo 😉 Po prostu w tym momencie tak a nie inaczej wyglądała natura i moim zadaniem było ukazanie jej w taki sposób, w jaki wówczas ją widziałem. No dobrze…Starczy już tego pisania… Czas na pierwsze zdjęcia 😉

Bardzo spodobały mi się grube płatki śniegu oraz to, że tuż przy brzegu, lód nie był aż tak mocny i można było pod nim zobaczyć wodę. Dzięki temu delikatnie na zdjęciach „pojawił się” kolor niebieski.  Postanowiłem więc wykonać kilka zdjęć kierując obiektyw w drugą stronę. Tak powstały kolejne zdjęcia ukazujące miejsce już z innej perspektywy – kilkanaście metrów w prawo 😉

Zdjęcia w tym miejscu robiliśmy przez ponad 2 godziny. Powoli palce zaczynały delikatnie marznąć. Było po 09:00 kiedy udaliśmy się w stronę samochodu, by wyruszyć w kolejne miejsce – do Drohiczyna. Gdzieś tliła się jakaś nadzieja, że może wyjdzie słońce, że będąc na Górze Zamkowej będzie piękne niebieskie niebo i gdzieniegdzie białe chmury. Ruszyłem i delektując się smakiem ciepłej kawy rozpuszczalnej, którą miałem w termosie – jechałem szczęśliwy, że dane było mi zobaczyć po raz kolejny miejsce, które lubię, że jestem na Podlasiu, że mogę cieszyć się widokiem natury. Tuż przed Drohiczynem naszą uwagę zwrócił pewien widok. Otóż jadąc drogą po swojej prawej stronie – mieliśmy dosyć szare /czy też fioletowe/, ciemne niebo. Na jego tle dostrzegliśmy duże drzewo. Nie za bardzo można było gdzieś zatrzymać się w pobliżu więc pojechałem nieco dalej i wjechałem drogą na polanę i tam zostawiłem samochód. Okazało się, że oprócz charakterystycznego drzewa, interesującym motywem była stodoła, która wyglądała ciekawie na tle tego ciemnego nieba. Poniższe zdjęcie zrobiłem o 09:48, a wydaje się jakby było tuż przed wieczorem, prawda?

 

A po przeciwnej stronie niebo też było zachmurzone, ale jak widać – zupełnie inne. A zatem z jednej strony ciemne, z drugiej – jasne. Wystarczyło się tylko odwrócić by zobaczyć zupełnie inny świat.

To co zrobiło na mnie pewne wrażanie, to fakt jak dużo zmieniło się w kadrze, kiedy powędrowałem kilkanaście metrów wzdłuż polany. Wtedy dostrzegłem, że samotne drzewo widziane z drogi nie jest już takim. Kiedy odwróciłem się spoglądając na tę stronę nieba jaśniejszą, zauważyłem, że mój główny motyw – duże drzewo jest tylko jednym z kilku elementów i z tego miejsca nie wygląda już na jedyne. Dla porównania kilka zdjęć z różnych punktów oddalonych niedaleko od siebie.

Taka sytuacja po raz kolejny pokazała mi dlaczego warto fotografując w pewnym miejscu obejść je czasami kilkakrotnie. Wówczas można bardzo często dostrzec to, czego na przykład nie zauważyło się za pierwszym razem. I tak oto ponad godzina zleciała na spontanicznym fotografowaniu na polach tuż przed Drohiczynem. Zanim wjechaliśmy do miasta, trzeba było zrobić małe zakupy i zjeść śniadanie 😉 W końcu trzeba było mieć trochę siły, aby wejść na górę. Na szczęście nie tak wysoką jak w Tatrach, ale na Górę Zamkową z której roztacza się ładny widok na rzekę Bug. Było już ok. 10:30, a nie pojawił się choćby najmniejszy promień słońca.

Dlatego też zamiast fotografować rzekę z góry,  postanowiłem wykonać nieco inne zdjęcie, które prezentuję poniżej.Na małej głębi ostrości, dzięki czemu tło zostało rozmyte.

Z góry spostrzegłem w oddali drewnianą łódź. Wiedziałem, że po zejściu na dół będzie ona jednym z moich kolejnych motywów fotograficznych. Kto mnie zna lub śledził wcześniejsze wpisy wie, że mam słabość do łódek, pychówek, promów, kutrów. Po prostu – ten typ tak ma 😉

I poniżej zdjęcie w tonacji czarno-białej. W tle widać wspomnianą przeze mnie Górę Zamkową.

Jeżeli chodzi o prom, to tym razem ten którym kiedyś płynąłem stał w zupełnie innym miejscu niż zawsze – na łące…

Bardzo spodobał mi się również krajobraz tuż przy brzegu ze względu na duży kamień, na którym znajdowało się jeszcze trochę śniegu.

A także taki motyw jak poniżej.

Jak się na koniec okazało – słoneczna pogoda była w miejscu w którym mieszkam i z którego rano wyjechałem. Ale zdecydowanie z wyjazdu byłem bardzo zadowolony, bo zimą nigdy w tych miejscach nie byłem, a ponadto takie dziwne warunki pogodowe jak te na polanie uważam wręcz za zaletę. Kto wie, kiedy trafi się takie szare niebo. Zamierzam kiedyś sfotografować opisane tutaj drzewo. Może właśnie dla odmiany w innych okolicznościach…Przy jakimś wyraziście kolorowych chmurach o wschodzie bądź zachodzie słońca…Na pewno warto tutaj powrócić. Teraz chciałbym w najbliższym czasie zobaczyć miejsce, w którym nigdy nie byłem – Supraśl. I zimową porą chciałbym sfotografować Tykocin. Mam nadzieję, że któryś z tych celów uda mi się zrealizować w jeszcze w tym lub w kolejnym miesiącu.

Ps. I jeszcze jedno na koniec – nie warto sugerować się prognozą pogody 😉

Fotografie. Mariusz Kalinowski

 

1,994 total views, 5 views today

Komentuj

One thought on “Zimowe Podlasie”

  1. Piękne zdjęcia,moje tereny,moje miasteczko,znam te miejsca,niestety tylko co jakiś czas mogę je widzieć, tęsknota pozostaje,wspomnienia sprzed 20-30 lat wciąż żywe,okres młodości i dzieciństwa,często ratuje się zdjęciami,ale to nie to samo.Kiedys nie doceniało się tych pięknych widoków,teraz by się chciało wrócić na zawsze.Za każdym razem z chęcią wracam na Podlasie ,jak tylko mam okazję.Dziekuje za te zdjęcia 🙂 Pozdrawiam autora .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *