Tydzień temu pogoda w weekend była kiepska. Dlatego też  liczyłem na to, że tym razem dla odmiany będzie trochę lepiej i będę mógł wybrać się na zdjęcia. Kiedy zadzwonił mój kolega Łukasz z propozycją pojechania nad rzekę Bug na zachód słońca w sobotę, uznałem, że to świetny pomysł.

Miałem nadzieję, że z racji tego, iż temperatura była w tygodniu często dodatnia, to rzeka Bug będzie już delikatnie płynąć. Że trafimy na odwilż. Ale nic z tych rzeczy. Bug był zamarznięty całkiem solidnie choć wcale nie zniechęciło mnie to do zrobienia zdjęć. Zajechaliśmy po godzinie 15.00. Słońce i światło było inne niż liczyłem, ale cóż, po chwili namysłu rozłożyłem statyw i postanowiłem wykonać pierwsze kadry. Łukasz powędrował w górę na wysokie nabrzeża. Ja pozostałem niżej i postanowiłem w ogóle iść w przeciwną stronę, gdyż ścięte przez bobry konary drzew wydawały mi się ciekawym motywem. Poza tym, przy brzegu było widać pod lodem błękitny kolor wody, co dodawało uroku i postanowiłem wykorzystać to na zdjęciach. Pierwsze wykonałem patrząc w lewą stronę, czyli w miejscu w którym słońce schowane za drzewami delikatnie przebijało się i rozświetlało las oraz nadało delikatny kolor niebu.

Kolejne zdjęcia wykonałem natomiast idąc w drugim kierunku. Światło było tam nieco inne, podobało mi się również tło w postaci drzew, które znajdowały się po drugiej stronie brzegu.

Spodobały mi się konary powalonych drzew, które znalazły się w rzece ze względu na działanie bobrów. Uznałem, że spróbuję w jakiś sposób wykonać zdjęcie, które będzie taki motyw przewodni przedstawiało.

Kilka metrów dalej dostrzegłem kolejne takie drzewo i większą część mojego czasu poświęciłem na jego fotografowanie. Postawiłem statyw na lodzie i stanąłem asekuracyjnie metr od brzegu upewniając się, że lód jest wytrzymały. Tymczasem kolega Łukasz nie widząc mnie z góry zadzwonił z zapytaniem gdzie jestem. Kiedy poinformowałem go, że są koło mnie dwa powalone konary i że się na nie „uwziąłem” oraz że świetnie w tym miejscu wygląda mech z płatkami śniegu i lodem, Łukasz postanowił dołączyć do mnie i chwilę później znalazł również motyw widziany z nieco innej perspektywy – czyli stojąc na brzegu zamarzniętej rzeki.

Po lewej stronie natomiast widok był równie ciekawy. Spodobały mi się również płatki śniegu, które delikatnie zdobiły roślinność.

 

Postanowiłem też wykonać zdjęcie z trzciną w roli głównej 😉 Spodobało mi się to przejście kolorystyczne pod taflą lodu oraz to, że widać tutaj płatki śniegu. Przyznam szczerze, że chciałbym jeszcze powrócić do tego miejsca wkrótce, aby spróbować wykonać podobny kadr przy innym oświetleniu i na przykład przy choćby jakimś minimalnym wietrze, tak aby roślinność była delikatnie poruszona. Ale zobaczymy, czy to się kiedyś uda. W każdym razie od pewnego czasu lubię bardzo taką kolorystykę: biel, błękit, beż… Szczególnie biel z błękitem, a zatem będę poszukiwał oszronionych roślin, gałęzi, drzew na tle błękitu rzeki.

I tak, dwie godziny minęły nad rzeką Bug. Po 17.00 lekko przemarznięci /choć było o wiele lepiej niż pod koniec grudnia/ postanowiliśmy wyruszyć do domu. Akurat udało nam się jeszcze zdążyć obejrzeć praktycznie całą drugą serię skoków drużynowych w Willingen, w których nasi reprezentanci zdobyli pierwsze miejsce, więc humory dopisywały 😉 Muszę przyznać, że tegoroczna zima bardzo mi się podoba. Być może za tydzień kolejnym celem fotograficznym będzie Podlasie, choć marzy mi się Gdynia Orłowo zimą i Pieniny – szczególnie Sokolica o wschodzie słońca. Bardzo!

Fot. Mariusz Kalinowski

 

1,950 total views, 3 views today

Komentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *