Dużo się działo „fotograficznie” przez weekend. Wszystko zaczęło się praktycznie w piątek przed trzecią w nocy. To wtedy bowiem dźwięk alarmu w mojej komórce uświadomił mi, że zbliża się ten moment. Moment, kiedy po kilku godzinach snu trzeba go przerwać, wstawić wodę na kawę, ciepło się ubrać i wyruszyć. I nie ważne, że sobota jest wolna i można byłoby odespać trochę. Wręcz przeciwnie – to właśnie dlatego, że w sobotę nie pracuję, można przebudzić się w nocy i wyjechać na wschód słońca.

Początkowo planowałem wybrać się do Kuligowa i taką miejscówkę zaproponowałem moim znajomym, którzy często ze mną fotografują. Łukasz przekonał mnie, że o tej porze roku lepiej być o tej godzinie po drugiej stronie rzeki, gdyż w Kuligowie lepiej fotografować zachód. I w ten oto sposób wspólnie zdecydowaliśmy się na Serock jako miejsce, do którego warto pojechać na zdjęcia. Byłem bardzo ciekawy, czy tym razem pogoda nam dopisze. Prognozy były dosyć optymistyczne, gdyż w czasie robienia zdjęć miało być zachmurzenie na poziomie 20-30% więc całkiem nieduże. Tak zwana niebieska godzina przypadała w godzinie: 04:46 – 05:20.

Wyjechałem zatem na spokojnie ok. 03:30 w nocy, ponieważ miejsce miałem znaleźć „w ciemno” 😉 A zatem dwie niewiadome: 1) czy pogoda dopisze i będzie ładny wschód, 2) czy znajdziemy dosyć szybko ładne miejsce, z którego będzie można coś ciekawie ująć. Ale mówiąc szczerze, to właśnie te „niewiadome” są dla mnie osobiście bardzo fascynujące. Nie wiem czego się spodziewać, co zastanę, jakie trafią się warunki i później wszystko jest już tylko pewnego rodzaju niespodzianką. Świadomość tego, że mogę trafić na rzeczy niezwykłe, sprawia, że wstaję i nie myślę o tym, czy jestem wyspany czy też niekoniecznie, ale przede wszystkim o tym jak dany dzień będzie budził się do życia. Jakie cuda zadzieją się na moich oczach. Czego będę świadkiem. Co zobaczę.

Kiedyś rozmawiałem z bardzo interesującym psychologiem (bliskim przyjacielem śp. Marka Kotańskiego). Mirek powiedział mi wtedy, że od najmłodszych lat poświęca swój czas na czytanie książek, że w jako uczeń szkoły podstawowej znał już wiele dzieł, które wtedy omawiało się w liceum. To była jego pasja.  I powiedział jak kiedyś doszedł do takiej konkluzji, która go trochę zmartwiła – mianowicie, że życie jest za krótkie, aby przeczytać wszystkie ważne książki. I że zdał sobie wtedy sprawę, że w jakiś sposób coś „straci”. Dlatego wolne chwile poświęcał na czytanie. Chłonął to, co kochał najbardziej, na tyle na ile mógł. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że od pewnego czasu myślę w ten sposób o fotografii. O wyjazdach na wschód słońca. Szkoda mi każdej chwili, którą mam, na to, aby jej nie wykorzystać. Doszło do takiej sytuacji, że kiedy nie jadę fotografować – /z różnych powodów/  przynajmniej w sobotę lub w niedzielę, to czuję się z tym zwyczajnie źle. Od razu zastanawiam się jak taki poranek wyglądał, jaka była aura, kolory, rzeka. Czy były mgły… Rodzi się mnóstwo pytań i w jakiś sposób żałuję, że w danym momencie nie mogłem obserwować natury. Co jakiś czas myślę o tym, że tyle jest pięknych miejsc wokół nas, w Polsce, ale wszystkich nie poznam…Że coś stracę. Dlatego tak łatwo jest mi mobilizować się, by czasami w środku nocy wstać i wyruszyć nad rzekę. Chcę zwyczajnie czerpać jak najwięcej radości z takich chwil. Bo to jest ten „zysk”. Wspomnienia. Coś co zostaje na zawsze. W moim przypadku dodatkowo na zdjęciach. I to co jest dla mnie niesamowite,  to fakt, iż zrywając się w nocy czy z rana w podróż, by wykonać fotografie w ten sposób wypoczywam najbardziej. Często jest to tych kilkanaście minut czy pół godziny, kiedy tak naprawdę można wykonać ciekawe ujęcia o wschodzie czy podczas zachodu słońca. Ale nawet dla tak krótkiego momentu uważam, że warto 🙂 Dobrze. Koniec. Widzę, bowiem, że strasznie się rozpisałem 😉 Kto wytrwał do końca i przeczytał moje przemyślenia, to gratuluję! Krótko jeszcze tylko wspomnę, że są to fotografie z soboty, nie wszystkie. Ale wpis podzielę na dwie części. Ta dzisiejsza dotyczy wyłącznie poranka podczas wschodu słońca. Dobra informacja: czas na zdjęcia 🙂

 

Fotografie: Mariusz Kalinowski

1,851 total views, 3 views today

Komentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *