Od pewnego czasu „przewijały” mi  się w internecie fotografie wykonane w Tyńcu. Klasztor benedyktyński położony na wzgórzu nad Wisłą wyglądał na tych zdjęciach niezwykle uroczo nadając im pewnego, tajemniczego klimatu. Postanowiłem więc przekonać się na własne oczy jak prezentuje się Tyniec o wschodzie słońca. W związku z tym wyruszyłem w ogóle bardzo wcześniej, bo jakoś po 20:00 od siebie z domu, aby na spokojnie dotrzeć do miejsca jeszcze przed piątą nad ranem. Dojechałem ok. 2 w nocy, więc niecałe 3 godziny odespałem w samochodzie. Następnie wziąłem latarkę i wybrałem się przez las i łąki w poszukiwaniu miejsca, z którego będzie widać klasztor. Muszę przyznać, że poranek tego dnia był niesamowicie „mgielny”. Tak jakby natura chciała „ukryć” to co ma najcenniejszego w tym miejscu i budować pewnego rodzaju napięcie. A ja nie mogłem doczekać się tego widoku. Tymczasem mgła była bardzo duża, a widoczność przez to słaba. To oczywiście sprawiło, iż byłem zadowolony, bo kto mnie zna – ten wie, że jestem wielkim miłośnikiem mgieł (również tych „muzycznych”, bowiem ostatnio zafascynował mnie zespół Mgły i utwór „Czekam na lato”) – przy okazji polecam 😉

Dobrze… Wróćmy teraz ponownie nad Wisłę i malowniczy Tyniec. Poszukiwałem miejsca, z którego chciałem wykonać zdjęcia. Wiedziałem też, że nieopodal znajduje się jakiś punkt widokowy, z którego rozciąga się łady widok na Opactwo Benedyktynów, ale póki co byłem na łące i próbowałem odnaleźć klasztor. W tym momencie spostrzegłem młodego chłopaka, który przyjechał rowerem z Krakowa. Tak jak ja, on również miał zamiar tego dnia sfotografować Tyniec. Poznaliśmy się. Ja zostałem na swoim miejscu, a Grzesiek (którego przy tej okazji pozdrawiam serdecznie) pojechał rowerem w poszukiwaniu punktu widokowego z którego moglibyśmy wykonać ciekaw zdjęcia. Tak wyglądała łąka, po której (na szczęście w gumowcach) chodziłem w poszukiwaniu miejsca do kadru 🙂

Jak widać, mgła była spora. W zasadzie na początku to ledwo można było zauważyć Wisłę. Cóż – takie warunki lubię. Z niecierpliwością wyczekiwałem na to co stanie się później. Tymczasem słońce przebijało się przez chmury i odkrywało delikatnie mury klasztoru…

Gdzieniegdzie przez mgłę można było dostrzec drzewa. Na łące znajdowało się też mnóstwo pajęczyn. Wszystko to stworzyło niezwykły nastrój! Tak jak gdyby mgła wyznaczała koniec. Jakby nic już za nią nie istniało.

A to właśnie patrząc na poniższe zdjęcie warto wiedzieć, że tak jak się kończy łąka, to w tym miejscu płynie Wisła i naprzeciwko znajduje się klasztor. Z tej perspektywy zupełnie go nie widać. Gdybym jechał w to miejsce nie wiedząc, że po drugiej stronie jest brzeg, wzgórze – nie miałbym w ogóle pojęcia co fantastycznego skrywa się za tą ścianą mgły… Przyznam, że to było dla mnie niesamowite!

Z każdą kolejną minutą, klasztor był coraz bardziej widoczny. Ale cały czas mgły krążyły nad Wisłą tworząc świetny klimat. Światło było dosyć „ostre”.

Zadzwonił Grzesiek, że znalazł ciekawy punkt widokowy z którego widać łąki zasnute mgłą. Wytłumaczył mi w którym miejscu znajduje się. Postanowiłem ruszyć i zobaczyć jak miasto prezentuje się z góry. W zasadzie mówiąc szczerze, to biegłem ze statywem przez mokre łąki mając świadomość, że słońce szybko wschodzi… Że często jest to 5-10. minut kiedy można wykonać ciekawe ujęcia. Kiedy wbiegałem na wzgórze zauważyłem wspaniałe kolory słońca. Myślę, że gdybym był ok. 5 minut wcześniej, kadry byłyby jeszcze lepsze. A tak robiłem je trochę w pośpiechu mając świadomość, że to jest ten moment. Ta chwila, która już się nie powtórzy prędko. Być może nigdy… Wiadomo bowiem, że do Tyńca mam ok. 400 km, więc nie mam możliwości by co tydzień jechać na wschód słońca 😉 W każdym razie rozstawiłem statyw, wziąłem mój teleobiektyw  i zacząłem fotografować wschodzące nad klasztorem słońce… Co ciekawe – mgła przysłoniła praktycznie wszystko z wyjątkiem wież.

Poniższe zdjęcie przedstawia miejsce tego punktu widokowego.

Jak się okazało, nie był to jedyny punkt z którego można było obserwować niezwykły poranny spektakl. Niedaleko było jeszcze lepsze miejsce i to z niego zamierzam w najbliższą sobotę sfotografować ponownie Tyniec. Poniżej kilka zdjęć, które wykonałem tuż po wschodzie słońca. Niesamowite było to, że mgły unosiły się jeszcze przez bardzo długi czas, od porannego wschodu słońca – przynajmniej jeszcze ok. dwóch godzin. Widok po prawej stronie:

I widok na klasztor, który ufundował Kazimierz Odnowiciel w 1044 r. Benedyktyni odwołują się do osoby św. Benedykta z Nursji. Obecnie w Polsce znajdują się trzy samodzielne klasztory opactwa benedyktynów (w Tyńcu, w Lubiniu oraz w Biskupowie). Opactwo Benedyktynów w Tyńcu w 1992 roku odwiedził św. Jan Paweł II.

Fot. Mariusz Kalinowski

 

 

2,029 total views, 5 views today

Komentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *