Decyzja o tym, aby ostatnie dni 2017 roku spędzić w Krakowie zapadła bardzo spontanicznie. Mając dni wolne w przerwie między światami chciałem gdzieś wyjechać, aby zakończyć rok fotograficznie. Co jakiś czas na facebooku „przemykały” mi fotografie z Krakowa, a że nigdy nie byłem w tym mieście zimą i w czasie „poświątecznym”, uznałem, że warto byłoby zobaczyć to miasto własnie o tej porze roku. Miałem też nadzieję, że może zgodnie z zapowiedziami, z piątku na sobotę w Krakowie spadnie śnieg. Choć nie miało to dla mnie aż tak istotnego znaczenia. Najważniejszy był fakt, że jechałem do miasta, które od dawna darzę sentymentem. Do miasta w którym chce się spacerować, przebywać, które chce się zwiedzać i na nowo poznawać. Tym razem w podróży miałem towarzystwo osób z mojej grupy fotograficznej: Basi i Mariny.

Wyjechaliśmy z Warszawy w piątek o północy. Plan był bowiem taki, że najpierw mieliśmy pojechać na wschód słońca do Piekar. To właśnie tam można podziwiać piękne widoki w tym ten najważniejszy – na Opactwo Benedyktynów w Tyńcu. Ale o tym, będzie osobny wpis, ponieważ zdarzyło się nam kilka ciekawych przygód, o których warto wspomnieć jak chociażby zaparkowanie przed domem naszego reprezentanta Jerzego Dudka – byłego bramkarza Liverpoolu i Realu Madryt 😉

W każdym razie po bardzo udanym fotograficznie zajechaliśmy do Krakowa ok. 13.00. Udaliśmy się nad bulwary wiślane w oczekiwaniu na zachód słońca. Wykonałem kilka kadrów z kładki o. Bernatki. To właśnie na niej zainstalowano na linach i prętach 9 figur akrobatów światowej sławy rzeźbiarza – Jerzego Kędziory. Wystawa pod nazwą „Między wodą a niebem” jest efektem europejskiego projektu w ramach którego dzieła ukazane w przestrzeni publicznej w wyjątkowy sposób. Z rzeźbami zetknąłem się więc przypadkowo, ale zrobiły one na mnie ciekawe wrażenie. Szczególnie na tle zachodzącego słońca.


Następnie po zachodzie słońca kierowaliśmy się w stronę Rynku. Zamierzałem bowiem sfotografować miasto wieczorną porą. Wyznaczyłem sobie na tę podróż 3 cele fotograficzne w kontekście Krakowa: 1. białe dorożki wieczorem, 2. dzielnica Kazimierz tuż po zmroku, 3. Zamek Królewski o wschodzie słońca. Zanim przejdę do omówienia tych celów i powiadomienia o tym czy udało mi się je zrealizować, to na chwilę „zatrzymam się” przy ulicy Grodzkiej. Muszę przyznać, że zauroczyła mnie ona najbardziej podczas tej wizyty w Krakowie i powracałem do niej często. Tak prezentowała się po zachodzie słońca.

Po spacerze udaliśmy się do hostelu, aby zostawić rzeczy a następnie na kolację. Hostel w sumie był dosyć mroczny, towarzystwo w nim również 😉 Ale przeżyliśmy tę jedną noc 😉 Kiedy poszliśmy coś zjeść – (sporo musieliśmy naszukać się wolnych miejsc – miasto „żyło”, a była to sobotnia noc) nie brałem z sobą statywu. Zostawiłem go w samochodzie, bowiem planowałem wybrać się na nocne zdjęcia po kolacji. Ale gdy już wracaliśmy to Sukiennice krakowskie urzekły mnie niesamowicie. A wszystko za sprawą świątecznego jarmarku. Na świątecznych kramach pojawiły się rękodzieła, ozdoby i jedzenie. Całość stworzyła niezwykły klimat. I do tego te białe dorożki. Choinka… Poprosiłem dziewczyny, aby poczekałby kilka minut, bo już wtedy chciałem zrobić zdjęcia. Jak się okazało, były to jedyne moje zdjęcia z tego wieczoru, więc tym bardziej jestem szczęśliwy, że udało mi się je wykonać, a jeszcze bardziej jestem zadowolony, że Basia miała przy sobie statyw, którego na ten czas mi użyczyła 🙂 Tak powstały zdjęcia, które najbardziej lubię z mojej kończącej roku podróży do Krakowa.

Przed pierwszą w nocy położyłem się spać. Ustawiłem budzik na szóstą rano. Na szczęście hostel był zlokalizowany w samym centrum, wiec do mostu, z którego było widać Zamek Królewski na Wawelu było około 15. minut drogi. Delikatnie mżyło. W sumie bardzo mi to odpowiadało, bo ostatnio lubię też zdjęcia z deszczową aurą. Szczególnie w miastach. Zatem przyszedł czas na realizację drugiego zadania. Z efektów tejże realizacji jestem zadowolony, bo w swoim portfolio nie miałem dotychczas wielu zdjęć z Krakowa. Oto jak prezentowało się miasto o poranku tuż przed wschodem słońca.

Po śniadaniu udałem się wraz z Basią do Cerkwi Prawosławnej pod wezwaniem Zaśnięcia NMP, ponieważ znajdowała się w niej wystawa prac śp. Jerzego Nowosielskiego – wybitnego artysty, który jest uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy ikon. Następnie o 12.00 udaliśmy się na mszę do kościoła rzymskokatolickiego pw. św. Ojca Pio. Tymczasem coraz bardziej zaczęło padać. Udaliśmy się w stronę dzielnicy Kazimierz i tam dołączyła do nas Marina. Przy tej okazji wstąpiłem do Synagogi żydowskiej – Tempel, w której wykonałem kilka zdjęć.

Po wyjściu z niej powstały kolejne kadry przy ulicy Miodowej.

Przed piętnastą wyruszyłem z Mariną na fotografowanie Kazimierza wieczorową porą. Był ostatni dzień grudnia a do zabawy sylwestrowej na Rynku było jeszcze wiele czasu. Rozpocząłem realizację trzeciego celu 🙂 Padało coraz mocniej, ale nic nie odstraszyło mnie przed robieniem zdjęć. Miałem bowiem świadomość, że pewnie wrócę do Krakowa nie wcześniej niż w marcu, więc chciałem dobrze wykorzystać te ostatnie godziny na fotografię uroczych ulic miasta.

Co ciekawe, ostatecznie po rozmowie w przepięknej i bardzo klimatycznej restauracji Camelot podjęliśmy spontaniczną decyzję, że jeszcze tego ostatniego dnia roku wracamy do Warszawy, aby przy moście Śląsko-Dąbrowskim sfotografować pokaz sztucznych ogni. Cóż… Kraków jak zawsze wyzwolił we mnie cudowne uczucia. W tym mieście zawsze chętnie przebywam. Lubię iść po prostu przed siebie… Zagubić się w uliczkach. Poznawać nowe miejsca, ale też powracać do tych, które już znam. Wiele rzeczy nie zdążyłem teraz zobaczyć. Ale pozostaję z nadzieją, że w 2018 roku będę miał możliwość ponownej podróży do tego niezwykłego miasta. I love Kraków 😉

Fot. Mariusz Kalinowski

1,264 total views, 3 views today

Komentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *