Rugia…

Na samo słowo reaguję z emocjami. Pozytywnymi – rzecz jasna. Bo dla mnie Rugia – to symbol. Pięknych wapiennych klifów, kamienistych plaż, krainy którą otacza Bałtyk. Kilka lat temu zacząłem zbierać albumy ze zdjęciami z nadbałtyckich miejscowości. Wówczas zrodziło się we mnie marzenie, aby zobaczyć Bałtyk od strony różnych miast– a zatem np. w Rydze, Tallinie, Karlskromie itp. Pamiętam, że trzy rejony zrobiły na mnie największe wrażenie – Gotlandia, Bornholm i właśnie Rugia. Nie spodziewałem się, że podczas mojego majówkowego wyjazdu uda mi się spełnić pragnienie zobaczenia niemieckiej wyspy.

A było to tak…

W środę po południu, jakoś po 17.00 po sympatycznym spotkaniu udałem się na molo. Postanowiłem wstąpić do punktu sprzedaży biletów, aby zorientować się gdzie można popłynąć  promem z Międzyzdrojów i jakie są ceny biletów. Zainteresował mnie rejs na Rugię, który był dostępny m.in. w piątek. Wypłynięcie z portu w Peenemünde o 9.00, które jest oddalone od Świnoujścia ok. 50 km (kiedyś zajechałem tam rowerem). Rejs miałby trwać ok. 4.5 godziny. Ale była też opcja, by nie płynąć do samych klifów, ale zostać w wybranym kurorcie. Koszt takiego biletu to 120 zł.

Wróciłem do domu i zacząłem wyszukiwać nazwy trzech miejscowości, które zobaczyłem na ulotce. A były to: Sellin, Binz oraz Sassnitz. Gdy wpisałem „Sellin” i zobaczyłm zdjęcia od razu wiedziałem, że muszę zobaczyć to miejsce. Znalazłem też bardzo przydatny wpis na blogu „Wędrowne motyle”, który utwierdził mnie w przekonaniu, że warto spróbować wybrać się na Rugię.

Sprawdziłem, że od Międzyzdrojów do Sellin jest ok. 160 km. Uznałem więc, że warto wybrać się samochodem i przy okazji zobaczyć hanzeatyckie miasto – Stralsund –  które jest (można rzec) taką „bramą” do Rugii. To właśnie z tego miejsca wjeżdża się na most, który prowadzi na wyspę.

Spojrzałem na warunki pogodowe i uznałem, że optymalnie będzie być w piątek o zachodzie słońca w Straslund i w sobotę rano na wschodzie słońca w Sellin. A więc zapowiadała się noc w samochodzie 😉 Wyjechałem dosyć późno, bo o 15.00. Na szczęście przeprawa promowa z Międzyzdrojów do Świnoujścia przebiegła sprawnie i nie trzeba było długo czekać na wjazd na prom.

Wyruszyłem drogą przez Garz. Po drodze miałem wiele niezywkłych widoków, ale nie było możliwości, by się zatrzymać i zrobić zdjęcie. Udało mi się tylko uczynić to w jednym miejscu ok. 20 km od Świnoujścia.

Do Stralsund zajechałem przed 18.00. Byłem bardzo ciekawy czy miasto spodoba mi się i jak prezentuje się rynek, port i uliczki. Wiedziałem również, że znajduje się w nim duże oceanarium.

Wyjąłem statyw i udałem się przed siebie. Zastosowałem jedną z moich ulubionych metod zwiedzania nowego miejsca – czyli bez mapy, w obojętnie jaką uliczkę tak, by poznać różne miejsca. Pora do zdjęć była idealna. Słońce ładnie rozświetlało kolorowe kamienice. To co od razu zwróciło moją uwagę, to wszechobecny spokój. Nie wiem czy wynikało to z tego, że był piątek, ale ludzi było niewielu. Nie było też gwaru, hałasu – często typowego dla miasta – ale panowała atmosfera spokoju. Moim głównym punktem był żaglowiec oraz oceanarium. Więc po godzinnym spacerze w uliczkach Straslund zapytałem osobę o to, w którą stronę kierować się do oceanarium.

Czy to portugalska Alfama?

Kiedy szedłem wybrukowaną uliczką, z daleka zauważyłem część żaglowca Gorch Fock, schowanego za budynkami. Przyznam, że poczułem się trochę jak w stolicy Portugalii – gdzie spacerując, też od czasu do czasu widać z góry między uliczkami żaglowce zacumowane nad rzeką Tag. Historia Gorch Fock, który obecnie jest statkiem-muzeum – jest bardzo ciekawa. Tak naprawdę w Stralsund znajduje się on od 2003 roku. Otóz po II wojnie światowej został przekazany ZSRR jako zdobycz wojenna i otrzymał imię „Towariszcz”. Po rozpadzie ZSRR pływał pod banderą Ukrainy, a z racji braku funduszu na remonty został ściągnięty z Anglii do Niemiec w 1999 roku i w 2003 roku zakupiony przez stowarzyszenie Tall-Ship Friends Deutschland.

Udałem się w stronę żaglowca i gdy dotarłem na miejsce to zobaczyłem ciekawy krajobraz. Z jednej strony przystań jachtową. Oprócz niej – wspomniany żaglowiec. Po swojej prawej stronie widok na stocznię i most prowadzący na Rugię. A wszystko to w otoczeniu oceanarium oraz kawiarenek. Wykonałem zdjęcia i poszedłem pospacerować dalej. Do zachodu pozostawała niecała godzina.

Niebo…

Tymczasem będąc na rynku zacząłem widzieć, że coś ciekawego dzieje się z chmurami. Uznałem, że będzie to dobry moment, aby ponownie udać się w stronę portu i wykonać zdjęcia żaglowca i otoczenia. Kiedy znalazłem się na miejscu – byłem zachwycony! Chmury wyglądały niesamowicie. Mnóstwo różnych kolorów. Pomyślałem, że mam niesamowite szczęście. Tym bardziej, że akurat w przypadku Stralsund nie sprawdzałem w mojej aplikacji po której stronie będzie zachodzić słońce. A zaszło w optymalnej jeśli chodzi o zdjęcia. Wokół mnóstwo jachtów. A od strony portu wspaniały widok na stocznię i zabytkowy kościół. Wykonałem serię zdjęć nocnych.

 

Kiedy skończyłem robić zdjęcia schowałem sprzęt i udałem się na ok. godzinny spacer po uliczkach, by zobaczyć jeszcze jakieś nowe miejsca. To co zwróciło moją uwagę, to fakt, że już po 21.00 wiele miejsc było zamkniętych! W samym rynku były otwarte ze dwie kawiarenki, w centrum Subway, poza tym wszytko nieczynne. Nawet przy głównej ulicy (coś na styl sopockiego „Monciaka”). Byłem zdumiony, ale też zadowolony, bo dzięki temu miałem ułatwione zadanie, by wykonywać zdjęcia.

Około 22.30 dotarłem do samochodu. Wstępnie miałem przenocować w Stralsund i ok. 2.30 wyjechać do Sellin, by od razu dotrzeć na wschód. Ale Sellin był moim głównym celem, a kto mnie trochę zna to wie, że w mojej naturze jest perfekcjonizm (wiem, czasami jest to wadą, ale ten typ tak ma) 😉 Co to oznacza? Otóż to, że wolałem być pewnym, że już jestem na miejscu, że mam miejsce do zaparkowania samochodu i nie będę musiał tracić czasu na szukanie molo. Podekscytowany wpisałem w nawigację Sellin i ok. 23.00 wyjechałem. Przez most praktycznie przejechałem zupełnie sam. Przekroczyłem piękną bramę Rugii pod nazwą Stralsund. I przed północą dotarłem do cudownego Sellin, ale o tym w kolejnym wpisie.

Fot. Mariusz Kalinowski

695 total views, 6 views today

Komentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *