W ten rejon Polski chciałem się wybrać już od pewnego czasu. I cieszę się, że okazja nadarzyła się w ten weekend. Z racji tego, że Neple są oddalone od Gnojna o kilkadziesiąt kilometrów zaplanowałem, że sfotografuję to miejsce podczas wschodu słońca. Ale nieco zmieniłem swoje założenia i uznałem, że zamiast jechać nocą z Gnojna do wsi Neple, to postanowiłem dojechać tam przed zachodem słońca. Dlaczego? Przede wszystkim po to, aby poznać miejsce. Żeby zobaczyć jak dojść do najważniejszych punktów widokowych, aby zastanowić się nad kadrami, które miałem wykonać podczas wschodu słońca. Jak się okazało  – była to świetna decyzja. Ale o tym już za chwilę…

W doborowym towarzystwie…

Na miejsce zajechałem przed 18.00. Bez problemu odnalazłem punkt widokowy, który bardzo mi się spodobał. Zorientowałem się dosyć szybko, że warunki do fotografowania będą trochę utrudnione ze względu na towarzystwo… Komary, meszki i muchy nie dawały spokoju. Z racji tego, że nie miałem przy sobie nic przeciwko komarom postanowiłem podjechać do Terespola na zakupy. Przy tej okazji zaopatrzyłem się tez w pożywienie, ponieważ zapowiadała się noc nad rzeką Bug. Miałem ze sobą grill więc kolację zamierzałem spożyć na wzgórzu przy rzece. Wróciłem przed 19.00 więc miałem jeszcze niecałe dwie godziny do zachodu słońca. Mówiąc szczerze, to nie sądziłem, że w ogóle uda mi się zrobić jakieś zdjęcia, ponieważ słońce miałem bardziej za plecami. Zdecydowanie spodziewałem się, że wymarzone kadry wykonam rano. W każdym razie światło było dość ciekawe i podobało mi się w jaki sposób rozświetla powalone konary, drzewa, rzekę – inaczej mówiąc – tereny Białorusi. Bo praktycznie, to rzeka wyznacza w tym miejscu granicę państwową.

Tak rzeka Bug we wsi Neple prezentuje się ze skarpy. Stanowi ona obszar Parku Krajobrazowego „Podlaski Przełom Bugu”.

Zaskakujące brzegi rzeki…

Postanowiłem zobaczyć teren, aby zorientować się co najlepiej fotografować podczas wschodu słońca. Poza tym zawsze lubię poznawać nowe miejsca. Drzewa ładnie odbijały się w wodzie więc uznałem, że warto spróbować wykonać kilka kadrów z dołu. Kiedy zszedłem ze wzgórza zobaczyłem niezwykły widok. Mnóstwo konarów, powalonych dużych drzew zarówno po polskiej jak i białoruskiej stronie brzegu rzeki. Przyznam, że widok zrobił na mnie wielkie wrażenie. Pierwsze kadry upewniły mnie, że to jest dobry moment i dobre miejsce na zdjęcia. Mimo, że byłem spryskany środkiem przeciwko komarom, te dawały o sobie znać. Ale było to na tyle znośne, że dałem radę fotografować. Pomyślałem tylko sobie, że gdybym nie zaopatrzył się w aerozol, to byłoby o wiele trudniej. Ale nie ma co gdybać 😉

W każdym razie idąc brzegiem rzeki co kilka, kilkanaście metrów w moich myślach pojawiało się wyrażenie „wow” 😉 Najbardziej podobały mi się powalone konary drzew. Po przeciwnej stronie często leżały jeden przy drugiem. Ale tworzyły spójną całość. Coś fantastycznego!

Nieraz widziałem taki krajobraz na łamach branżowego magazynu „Kraina Bugu” (który przy okazji polecam wszystkim miłośnikom tej rzeki). A teraz osobiście mogłem mieć taki widok na żywo.

Kiedy wykonywałem to zdjęcie, usłyszałem dźwięk sarny. Jest on podobny do szczekania psa tyle, że bardziej donośny. Poniżej filmik, który nagrałem.

 

Udałem się dalej, ponieważ zauważyłem ogromne drzewo położone w wodzie. Wyglądało imponująco, a światło padającego słońca dawało ładny kolor. Postanowiłem wykonać kilka ujęć.

Widziałem, że na niebie zaczynają pojawiać się kolory. Postanowiłem cały czas iść wzdłuż rzeki i odkrywać to co ma do zaoferowania miejsce. Oprócz mnie nikogo nie było. Kompletna pustka. Fotografowałem kolejne konary, ale zachwyciłem się, kiedy zobaczyłem sporą skarpę po białoruskiej stronie. Porośnięta drzewami, a nad nimi kolorowe niebo. Postanowiłem iść cały czas przed siebie. To poznawanie miejsca dostarczało mi mnóstwo pozytywnych wrażeń.

Rzeka w tym miejscu była płytka. Tymczasem na niebie robiło się coraz ciekawiej. Byłem szczęśliwy, że trafiły się takie ładne warunki, bo kompletnie nie spodziewałem się, że będę fotografował zachód w tym miejscu. Nastawiałem się wyłącznie na zdjęcia o wschodzie. Jak widać, warto było przejść się wzdłuż rzeki 🙂

Pobyłem przez dłuższą chwilę na plaży i wracając co jakiś czas oglądałem się za siebie, by spojrzeć czy coś ciekawego dzieje się na niebie. Na niebie nic się nie wydarzyło, natomiast ja miałem niespodziankę. Usłyszałem szelest w trawach i dźwięk czegoś wskakującego do wody. Okazało się, że to była sarna. Zajęło jej kilka sekund, by znaleźć się już po drugiej stronie rzeki. Było już ciemno więc nie fotografowałem jej. Wracałem, by dotrzeć do mojego punktu docelowego – czyli na wzgórze, dokładnie przy słupku granicznym nr 165. Było po 22.00. Rozpaliłem grilla i w spokoju mogłem zjeść kolację. Nad rzeką nie było nikogo. Spodziewałem się, że może będzie ktoś z wędkarzy, ale nikt się nie pojawił. To był doskonały czas, by pobyć sam na sam na łonie przyrody. Koncert żab od czasu do czasu był uzupełniony głosem kukułki i innych ptaków. Położyłem się ok. 23:00. Budzik nastawiłem na 3:15, aby być w pełni gotowym na fotografowanie wschodu słońca.

Nadbużański świt…

Mimo, że krótko to spało się dobrze. Budzik zadzwonił, a ja spojrzałem przez szybę samochodu, czy cokolwiek widać, czy są mgły. Byłem zdziwiony, że widoczność jest tak doskonała. Wziąłem statyw i poszedłem w stronę skarpy. Nad rzeką nawet najmniejszej mgiełki. Kolor nieba był jednolity, słońce pojawiało się między drzewami, ale to nie było to czego się spodziewałem. W tym przypadku wschód słońca był mniej ciekawszy niż wczorajszy zachód. Wiem więc, że będę chciał powrócić jeszcze do tego miejsca, aby trafić na lepsze warunki o poranku. Ale i tak byłem szczęśliwy, że mogłem o świcie być w tym miejscu. Na niebie świecił jeszcze księżyc. Na poniższej fotografii znajduje się po prawej stronie.

Tak wygląda skarpa z której fotografowałem.

Udałem się na dół, aby sprawdzić warunki w miejscach, w których byłem wczoraj podczas zachodu. Ale zabrakło dobrego światła. Postanowiłem więc zakończyć część fotograficzną i udałem się w stronę powrotną zajeżdżając jeszcze do Gnojna. Chociaż postanowiłem uwiecznić na zdjęciu las we wsi Neple, który o świcie był ładnie rozświetlony.

Podsumowując: „Szwajcaria Podlaska”, bo tak nazywany jest ten region zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Z przyjemnością odkryłem to miejsce i wiem, że w sposób wyjątkowy Neple będą prezentowały się jesienią i zimą. Mam nadzieję, że uda mi się powrócić jeszcze tutaj wiele razy, bo zdecydowanie warto. Największy plus za konary drzew, które tworzą niezwykły klimat tego miejsca.

Fot. Mariusz Kalinowski

772 total views, 6 views today

Komentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *