Bardzo miła niespodzianka spotkała mnie w ostatnich dniach. Otóż odezwała się do mnie osoba, z którą już dosyć dawno temu byłem wstępnie umówiony na sesję nad Bugiem. Kiedy Milena (bo o niej mowa) napisała, z zapytaniem czy sesja jest nadal aktualna z przyjemnością potwierdziłem takie możliwe działanie. Tym razem błyskawicznie wszystko wspólnie ogarnęliśmy i wykorzystując zapowiedzi o dobrych warunkach pogodowych – umówiliśmy się na sesję w piątek. Motyw przewodni – biała suknia ślubna a do tego we włosach wianek z polnych kwiatów. O ile z suknią ślubną nie było większych problemów, o tyle wianka nie udało się nikomu w kwiaciarni przygotować w tak krótkim czasie (jak się okazało, rzecz zatem nie była wcale taka łatwa). Jak to się zatem stało, że na zdjęciach Mileny pojawił się ostatecznie przepiękny wianek? Odpowiedź w dalszej części. Ale wspomnę tylko przy okazji, że po pierwsze: nie, to nie ja biegałem po łąkach i uplotłem wianek, choć zamysł taki miałem 😉 Ograniczony czas sprawił natomiast, że pomysł pozostał wyłącznie w sferze tych niezrealizowanych. A po drugie: nie, nie używałem photoshopa, by dołączyć wianek do zdjęć 😉

Wróćmy jednak do głównej bohaterki mojej opowieści, bo przecież to ona jest kluczową postacią tej historii 😉 Muszę w tym miejscu się poskarżyć, że Milena przywiozła z sobą deszcz 😉 Może to tak na ochłodę emocji, bo wspomnę, że była to pierwsza tego typu sesja – tym większe gratulacje, bo z efektów współpracy jestem bardzo zadowolony.

Rozpoczęliśmy więc od zdjęć studyjnych – potrwały one kilka godzin i tutaj muszę moją bohaterkę pochwalić – dzielnie znosiła wszystkie moje sugestie – zero marudzenia – ideał 😉 Zdjęcia studyjne zaprezentuję w osobnym wpisie.

Tymczasem po dłuższych opadach zaczęło się rozjaśniać i była nadzieja na słońce i na to, że uda się zrobić sesję w plenerze. Wyruszyliśmy zatem pełni nadziei, że uda się zrealizować nasz plan. Miejsce, które wybrałem na sesję to Szumin. Bardzo je lubię i uważam, że jest fotogeniczne i daje spore możliwości. Ponadto to właśnie tutaj słońce zachodzi w optymalnym miejscu w kontekście zdjęć portretowych.

Kiedy zajechaliśmy na miejsce na naszych twarzach pojawił się mega uśmiech 🙂 Nie tylko z powodu tego, że było słońce, ale przede wszystkim dlatego, że równocześnie z nami przyjechała para młoda wraz z panią fotograf. Wspólnie powędrowaliśmy przez las po czym nasze drogi się rozeszły. Jak się okaże – nie ostatecznie. Ale o tym później.

Czas w końcu na pierwsze kadry, bo widzę, że się sporo rozpisałem 😉 Wspomnę tylko jeszcze, że na początku Milena pozowała w różowej kreacji. Ale myślę, że sprawne oko Czytającego ten wpis od razu to wychwyci, więc w sumie niepotrzebnie o tym piszę 😉 Ale skoro już poczyniłem te dwa wersy, to nie będę ich kasował 😉 No dobrze. Teraz dłuższa przerwa od czytania i można zobaczyć zdjęcia 🙂

Jednym z wielkich plusów tej pory roku jest to, że mogliśmy właśnie w tym miejscu zrobić zdjęcia. Wiosną jest tutaj ta część zalana, poziom Bugu o wiele wyższy. Po chwili przerwy nadszedł czas na część główną – czyli zdjęcia w sukni ślubnej. Warunki sprzyjały, bowiem na niebie pojawiały się delikatne chmury a na plaży był wyłącznie dziadek z wnuczkiem oraz para młoda, która wraz z kobietą fotografującą ich sesję – powróciła z leśnego spaceru. Postanowiłem, że w tym przypadku po zmianie sukni – motywem przewodnim będzie konar drzewa, które samotnie leży w tej części plaży. I w ten oto sposób powstały takie ujęcia.

Słońce coraz bardziej zachodziło. Nowożeńcy, którzy byli niedaleko nas pozowali do zdjęć i w którymś momencie Panna Młoda zdjęła swój wianek. Nadarzyła się więc okazja do tego, żeby stał się on elementem także naszej sesji. Oczywiście nic z tych rzeczy – nie było tak, że ukradkiem wziąłem wianek 😉 Podszedłem i zapytałem o możliwość użyczenia do sesji, wspominając, że będzie on najlepszym dopełnieniem zdjęć. I co… Pani okazała się bardzo uprzejma, wspominając, że jak najbardziej możemy z niego skorzystać. Huuuuraaa!!! Mamy to 😉 I tak można by rzec, że ów wianek stał się elementem łączącym te dwie sesje, nie wspominając o miejscu 🙂

Była więc chwila, żeby zrobić kilka ujęć z tym tak szczęśliwie zdobytym rekwizytem. Nie przypuszczałem bowiem, że akurat w piątek nad Szuminem spotkam parę, która również będzie miała zdjęcia i że osoba pozująca będzie miała wianek. Jak widać, tak właśnie miało być 🙂 Nie inaczej.

Gdy wróciłem z wiankiem to wiadomo – uśmiech na twarzy Mileny pojawił się od razu 😉 Ale w ogóle mnie to nie dziwi 🙂 Na mojej twarzy również on zagościł, bo jak zobaczyłem jakie ładne mam zdjęcie (wiem, że to brzmi nieskromnie, ale to ukłon w stronę modelki) – to nie mogło być inaczej 🙂 Uroczo, naturalnie – po prostu pięknie!

Wykonałem jeszcze kilka kadrów i zadowoleni, że takie mieliśmy szczęście – wróciliśmy z pleneru.

Tradycyjnie na zakończenie wpisu korzystam z okazji i jeszcze raz dziękuję za świetną współpracę, profesjonalne przygotowanie i pełne zaangażowanie podczas sesji!

A na zakończenie wpisu przedstawiam jedno zdjęcie z naszej pracy w studio. Niech będzie ono zapowiedzią kolejnego wpisu 🙂

Fot. Mariusz Kalinowski

636 total views, 10 views today

Komentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *