Wydmy Helskie – piaskowa pamięć wiatru
Jest taki skrawek Polski, gdzie ziemia nie stoi w miejscu. Gdzie horyzont „tańczy” z piaskiem, a morze każdego dnia zaczyna swoją opowieść od nowa. To Półwysep Helski. Na jego końcu – a może właśnie na początku – znajdują się wydmy, które przypominają, że wszystko w naturze jest ruchem. Czasem ledwie zauważalnym, czasem gwałtownym jak sztorm.
Mimo, iż bywałem wiele razy na Helu, do tej pory nie wiedziałem, że na półwyspie znajduje się taki rezerwat, który jest oazą spokoju, oazą życia.
Wydmy Helskie to dynamiczne formacje piaskowe, które nieustannie zmieniają swój kształt pod wpływem wiatru i fal morskich. Wyróżniamy tu dwa główne typy wydm: białe i szare.
Białe wydmy, rozciągające się tuż przy brzegu, są jak niedokończone płótna – zmienne, pełne światła, układane przez wiatr w smugi, wstęgi, cienie. Natomiast szare wydmy – porośnięte mchem, kosodrzewiną, a czasem samotnym świerkiem są dla mnie symbolem trwania. Woli istnienia.






Byłem w tym miejscu dwukrotnie. Dokładnie w dwie kolejne soboty. Za pierwszym razem trafiłem na niespokojny Bałtyk. To było niezwykłe uczucie, gdy idąc lasem słyszałem ten donośny dźwięk rozbijających się o brzeg fal.
Nie mogłem doczekać się, kiedy spojrzę na morze. Trawy szarpane przez silny wiatr, przesuwający się piach tworzył niezwykłe wzory, a światło poranka nadawało wydmom różnorodne barwy. W tym wszystkim tylko ja. Żadnych osób wokoło. I ta innego rodzaju cisza, za którą zawsze tęsknię.






Natomiast będąc na Wydmach Helskich po raz drugi, zobaczyłem zupełnie inny krajobraz. Jak gdyby Bałtyk zechciał być bardziej litościwy dla otaczającej przyrody. Tym razem spokojny, dający pewien oddech. Pomyślałem sobie wówczas, że to jest właśnie tym, co sprawia, że chcę jak najczęściej podróżować, aby widzieć wszystkie oblicza morza i być świadkiem tych zjawisk, które za darmo funduje nam przyroda. Widok samotnych drzew, w tym również tych powalonych przez wiatr i wchłoniętych przez wydmy jest dla mnie metaforą przemijania. Z drugiej strony widziałem delikatną wydmuchrzycę piaskową, która potrafi być zasypywana przez „wędrujący” piach, ale potrafi przetrwać…Wspaniała metafora przetrwania i siły, nie zawsze tkwiącej w wielkości… Widziałem te źdźbła trawy z daleka na środku plaży i ten widok był dla mnie wzruszający.




Wracając w stronę Helu i spoglądając na wydmy z leśnej ścieżki wiedziałem, że znów miałem to szczęście doświadczyć czegoś wyjątkowego. Bo każda taka chwila, kiedy mogę słuchać jest dla mnie najcenniejsza. Miałem świadomość, że znalazłem się w miejscu, w którym natura pokazała czym jest prawdziwa wolność.

Fot. Mariusz Kalinowski
![]()